niedziela, 16 lutego 2014

1. kilka pytań



Od czego się to zaczęło ?

Wpadłem na ciebie pierwszego dnia wiosny. Wszystko budziło się do życia po zimowym letargu. Śnieg powoli topniał, a ludzie co raz częściej się uśmiechali. Zima także ma swój utok, ale to wiosną wszystko ożywa. Ożywa radość, nadzieja, szczęście i najważniejsze – miłość. Nie bez przyczyny wiosną ludzie się zakochują. Wiosną zakochałem się i ja.
Nie wyróżniałaś się z tłumu, nie miałaś ekstrawaganckiej fryzury, ciała pokrytego tatuażami, czy kolczykami. Nie udawałaś nikogo, kim nie byłaś. Nie podobało ci się to, że kawa, którą tak bardzo pragnęłaś, wylądowała na twoim ulubionym swetrze i że przy okazji twoje notatki wylądowały w ogromnej kałuży. Pamiętam, że nazwałaś mnie przerośniętą małpą, która nie patrzy jak chodzi i ma za nic ludzi o przeciętnym wzroście. Gdy chciałem ci pomóc, warknęłaś, że „najlepiej pójdę w swoją stronę i zostawię cię w świętym spokoju”. Tylko, że nie chciałem, bo urzekłaś mnie swoją osobą.

Co było potem?

Potem? Potem zgodziłaś się w końcu bym odkupił swoje grzechy. Kazałaś mi się zaprosić na herbatę, bo na kawę straciłaś ochotę, a na piwo było za wcześnie. Siedząc w przytulnej kawiarence i sącząc, ja kawę, ty zieloną herbatę, po prostu rozmawialiśmy, jak starzy znajomi, którym nigdy nie kończą się tematy. Nie pytałaś co robię, ile zarabiam, czy mam dobry samochód, co lubię. Nie chciałaś wiedzieć, twoim zdaniem : „człowieka poznaje się w prostej, niezobowiązującej rozmowie, bo tylko wtedy ujawnia się jego prawdziwe ja, reszta jest zbędna”. Więc rozmawialiśmy, póki nie wygonili nas z tej uroczej kawiarenki

Kiedy zdałeś sobie sprawę, że jesteś zakochany?

Może to zabrzmi niedorzecznie, ale zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Na początku nie było to takie oczywiste. Nie dałaś mi swojego numeru telefonu, nie pozwoliłaś się odprowadzić. Trochę się zawiodłem, ale wiedziałem, że to nie było nasz ostatnie spotkanie. I miałem rację.
Kolejny raz wpadliśmy na siebie, jak wykłócałaś się ze sprzedawcą, o cenę pomidorów. Uparcie twierdziłaś, że ładniejsze kupisz w zwykłym hipermarkecie i będą o wiele tańsze, na co mężczyźnie zabrakło argumentów, więc sprzedał ci je o dwa złote taniej. Przyglądałem się tej scence z nieskrywanym rozbawieniem. Satysfakcja na twojej twarzy wyrażała wszystko, a gdy mnie zauważyłaś, posłałaś w moim kierunku najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem. Wtedy zmiękły mi kolana i nie umiałem wydusić z siebie słowa, wtedy też zdałem sobie sprawę, że nie odpuszczę i będę walczyć, póki nie będziesz moja

Długo to trwało?

Zdecydowanie za długo. Nie chciałem naciskać, nie chciałem być nachalny. Postanowiłem docierać do ciebie powoli, chciałem byś mi zaufała. Pragnąłem być na początku twoim przyjacielem, człowiekiem, na którego byś mogła liczyć. W końcu zaczęłaś się do mnie przekonywać. Dałaś mi swój numer telefonu i byłaś częstym gościem w moim skromnym mieszkaniu. Oglądaliśmy filmy, żaliłaś mi się z problemów, czasem płakałaś, a ja nie mogłem patrzeć na twoje łzy. Nie byłem w stanie patrzeć jak umawiasz się z tymi frajerami, jak oni łamią ci serce, jak się tobą bawią. Byłem cierpliwy, nie chciałem cie stracić. Po nieprzespanej nocy, przestanym meczu w kwadracie, w końcu coś we mnie pękło. Postanowiłem cię pocałować i wyznać co do ciebie czuję i to było to moja najlepsza decyzja w moim życiu.

Dlaczego?

Bo w końcu jesteśmy razem…